Finanse dużej rodziny. Czy to w ogóle można zaplanować?

|

Czy rodzina wielodzietna jest dziś w stanie, m.in. dzięki programowi 500+, odłożyć pieniądze na emeryturę lub na przyszłość swoich dzieci? Jeśli tak, to gdzie warto oszczędzać lub w co inwestować?

article-thumbnail

Z raportu firmy IPSOS na zlecenie Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” wynika, że w Polsce blisko 3,5 miliona osób żyje w rodzinach wielodzietnych. Zgodnie z definicją taka rodzina liczy co najmniej trójkę dzieci.

Jak wielodzietni radzą sobie z domowym budżetem, planują wydatki i oszczędzają. Spytaliśmy o to rodzinę 3+ z Lublina.

Tomasz Bodył: Duża rodzina nie może dziś chyba narzekać na niedostatnie życie? Co miesiąc do portfela wpada dodatkowy tysiąc złotych.

Sebastian Olszewski: Nie musimy sobie czegokolwiek odmawiać ani planować wydatków z ołówkiem w ręku, co roku jeździmy na fajne wakacje. Aczkolwiek jakieś większe zakupy, wiadomo, musimy zaplanować wcześniej. Musiałbym być bardzo marudnym człowiekiem, żeby narzekać na naszą sytuację.

Mam żonę i troje dzieci: córka ma 11 lat, synowie 5 i 4 lata. Oboje z żoną pracujemy, ja prowadzę działalność gospodarczą, zajmuję się stronami internetowymi i marketingiem internetowym. Mieszkamy w Lublinie.

TB: To ile udaje się panu oszczędzić co miesiąc, żeby ułatwić dzieciom start w życiu?

Sebastian Olszewski: Zanim pojawiły się dzieci i kiedy były młodsze, rozwijaliśmy się zawodowo i byliśmy na dorobku, więc nie bardzo mieliśmy co oszczędzać. Kilka lat temu wzięliśmy duży kredyt hipoteczny na remont domu, który będziemy spłacać jeszcze bardzo długo. Jak to bywa z remontami, nie wszystko zrobiliśmy, zawsze zostaje coś na później, więc jak nam się pojawia jakaś górka na koncie, to przeznaczamy ją właśnie na te rzeczy, które są jeszcze do zrobienia w domu.
Niedawno kupiliśmy też działkę za miastem, więc zawsze jest coś do zrobienia albo w domu, albo na działce. Trochę oszczędzamy, ale tak w perspektywie 2-3 miesięcy: składamy po prostu na jakiś większy zakup i, jak się uzbiera, to kupujemy.

Poza tym moja praca jest taka, że często pracuję na kontraktach i raz jest ich więcej, a raz mniej, co też automatycznie przekłada się na pieniądze.

Pewnym miernikiem jest dla mnie to, czy zostają mi pieniądze po wakacjach. Jeśli wtedy zostaną jakieś środki, to znaczy, że mam nadwyżki i mógłbym je jakoś zagospodarować. W tym roku po raz pierwszy zostały mi pieniądze, i jeśli będzie tak samo dwa albo trzy lata z rzędu, to na pewno zacznę oszczędzać.

Oczywiście, że są takie myśli, żeby coś oszczędzić na przyszłość dzieci. Docelowo chciałbym móc każdemu z dzieci zostawić kawalerkę. Powiedzmy jakieś 35 metrów kwadratowych, 7 tys. zł za metr, czyli około 250 tys. Razy troje dzieci. Żeby to osiągnąć, w przypadku starszego dziecka musiałbym odkładać zdecydowanie większe pieniądze, w przypadku dwójki pozostałych mniej, bo też czas oszczędzania były dłuższy.

TB: A pieniądze z programu 500+?

Sebastian Olszewski: Tak naprawdę lądują one wraz z innymi na koncie. Jakoś specjalnie ich nie oszczędzamy. Ale jeśli na koniec miesiąca zostanie nam tysiąc złotych albo więcej, to znaczy, że je oszczędziliśmy.

TB: Wspomniał Pan o kupnie działki. To inwestycja?

Sebastian Olszewski: W momencie zakupu tak o tym nie myślałem, chcieliśmy mieć po prostu miejsce poza miastem, gdzie moglibyśmy wyjechać. Ale intuicja podpowiada mi, że na tym nie stracę. Nieruchomości są raczej pewną inwestycją.

TB: Inwestowanie może nas również zabezpieczyć na przyszłość…

Sebastian Olszewski: To prawda, dlatego myślę o jakiejś polisie inwestycyjnej. Chodzi o ochronę mojego zdrowia lub życia, gdyby mi się coś stało. W tym wypadku nie chodzi o to, żeby pomnożyć posiadane pieniądze, ale bardziej o to, żeby nie zrobić dzieciom kłopotu w sytuacji gdybym zachorował, był niezdolny do pracy czy umarł.

TB: Lokata bankowa, obligacje, Forex?

Sebastian Olszewski: Nie. Z lokatami i obligacjami to jest tak, że ich oprocentowanie jest znikome. Z Foreksem to dla mnie zupełnie inna historia. 20 lat temu, kiedy nie miałem rodziny, proszę bardzo. Nie udało się w tym miesiącu i straciłem pieniądze, uda się w następnym i to odrobię. Żaden problem.

Ale w tym momencie, około 40–tki, z rodziną, taki poziom ryzyka jest dla mnie nieakceptowalny. Tam można szybko i dużo zarobić, ale też wszystko stracić. Poza tym jest to szalenie absorbujące, wymaga mnóstwa czasu i uwagi. To trochę jak z rodeo: chwila nieuważności i wylatujesz z siodła.

TB: Znajomi myślą o oszczędzaniu na przyszłość swoich dzieci?

Sebastian Olszewski: Jeśli ktoś zastanawia się nad tym, żeby zostawić jakieś pieniądze dzieciom, to już jest bardzo dobrze. Większość myśli o tym, jak odłożyć na własną emeryturę.

Jeśli już się mówi o jakimś oszczędzaniu czy inwestowaniu, to raczej w fundusz inwestycyjny. I to nawet nie chodzi o to, że jest to najlepszy sposób pomnażania pieniędzy, ale z punktu widzenia moich znajomych – najprostszy. Idą do banku, podpisują umowę, dostają numer rachunku na jaki mają co miesiąc wpłacać pieniądze i temat zamknięty. Po prostu dostają gotowy produkt, którym nie muszą się więcej zajmować.

Źródło: WP.PL