Inflacja zjada twoje oszczędności. Wiemy, jak się przed tym obronić

|

Wyobraź sobie, że idziesz do sklepu i kupujesz chleb. Ale tego samego dnia po południu jest on już dwa razy droższy. Banknoty, które masz w portfelu tracą ważność w ciągu kilku dni, bo wiele razy na miesiąc emitowane są nowe, z coraz wyższymi nominałami… Niemożliwe? Na świecie, w Europie, a nawet w Polsce znane są takie przypadki. Jak w tej sytuacji ochronić nasze oszczędności?

article-thumbnail

O inflacji mówimy wtedy, kiedy na rynku jest za dużo pieniędzy w stosunku do towarów czy usług, które możemy za nie kupić. Dla przeciętnego Kowalskiego objawia się to zwykle wzrostem cen – za tą samą kwotę możemy kupić coraz mniej.

Czasem mamy jednak do czynienia z deflacją (zjawisko przeciwne inflacji i niedawno taką sytuację mieliśmy właśnie w Polsce) – za tę samą sumę możemy kupić coraz więcej. Teoretycznie brzmi dobrze, ale to zjawisko również niekorzystne dla nas samych, jak i gospodarki. Gdy ceny towarów spadają, konsumenci oczekują jeszcze większych obniżek, więc ograniczają zakupy. Firmy tracą w tej sytuacji zamówienia, ludzie pracę...

Z tych powodów przyjmuje się, że niewielka inflacja jest czymś naturalnym dla współczesnej gospodarki i nie jest dla niej groźna. Inflację do pięciu proc. w skali roku nazywamy pełzającą, ostatnim stopniem jest natomiast hiperinflacja, która przekracza rocznie 150 proc. Inna sprawa, że te 150 proc. wygląda całkiem niewinnie, jeśli spojrzymy na to, co działo się z pieniędzmi w przeszłości…

Miliony, miliardy i tryliardy…

Historia zna liczne przypadki, kiedy inflacja wymykała się spod kontroli i portfel pełen banknotów rano okazywał się nic niewart wieczorem. Przykłady?

Wypada zacząć od własnego podwórka. W 1916 roku na ziemiach polskich została wprowadzona do obiegu marka polska, która następnie obowiązywała również po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Najmniej wartościowym banknotem wprowadzonym na początku do obiegu było… pół marki polskiej. Niestety, panująca wówczas na ziemiach polskich hiperinflacja, spowodowała, że pieniądz ten okazał się nic niewart – dość powiedzieć, że w 1923 roku banknotem o najwyższym nominale było już… 100 mln marek.

W 1918 roku za jednego dolara amerykańskiego płacono dziewięć marek polskich, pięć lat później już ponad sześć milionów!

W 1924 r. marki polskie zostały ostatecznie zastąpione przez złotego, za którego można było otrzymać 1 800 000 marek polskich.

Co ciekawe, tak wysoka inflacja nie była wcale rekordowa. Mniej więcej w tym samym okresie znacznie wyższa inflacja panowała w Niemczech. Jak podają źródła, cena dolara wzrosła tam z nieco ponad czterech marek do ponad czterech… bilionów marek. Zwyczajny znaczek pocztowy kosztował 500 miliardów marek. W związku z tą sytuacją nowe banknoty o coraz wyższym nominale wprowadzano do obrotu kilka razy w miesiącu.

To jeszcze jednak nie był rekord. Tuż po II wojnie światowej na Węgrzech inflacja sięgała blisko 42 miliardów proc. miesięcznie, co, jak się oblicza, oznaczało podwajanie cen co kilkanaście godzin. Znaczek pocztowy kosztował ponad 20… kwadrylionów pengö (poprzednika forinta). Jak to wyglądało?

Bardzo prosto: na początku była to liczba powiększana o 20, a następnie 24 zera… Ostatecznie w 1946 roku te astronomiczne cyfry wymieniono w stosunku jeden forint do 400 000 000 000 000 000 000 000 000 000 (400 kwadrylionów) pengö.

W czasach znacznie nam bliższych, a które zapewne wielu z nas pamięta, inflacja u schyłku PRL-u sięgała 50 proc. miesięcznie i również zjadała w błyskawicznym tempie oszczędności Polaków.
Zarabialiśmy wówczas w milionach złotych, choć nie byliśmy milionerami. Skończyło się to denominacją na przełomie 1994/95 i wtedy jedna nowa złotówka była wymieniana na 10 000 starych złotych.

Jak się bronić przed inflacją?

Pomysł na obronę przed hiperinflacją jest banalnie prosty: trzeba jak najszybciej… wydać posiadane pieniądze, zanim stracą one na wartości. Najlepiej na dobra trwałe (np. nieruchomości), albo w zasadzie na cokolwiek – wartość tych rzeczy i tak spada wolniej niż naszych pieniędzy.
Obecnie w Polsce inflacja sięga około dwóch proc., więc nic pilnie kupować nie musimy. Niedobrze jest jednak trzymać oszczędności w przysłowiowej skarpecie, gdyż tracą one na wartości.

Jak je najlepiej ulokować? Najprostszym i najpewniejszym sposobem, choć zapewniającym zysk niewiele wyższy niż poziom inflacji, są konta oszczędnościowe lub lokaty bankowe. - Konto oszczędnościowe stanowi wygodny substytut tradycyjnych lokat bankowych i może służyć zarówno do regularnego, jak i mniej systematycznego oszczędzania, w krótkim i średnim horyzoncie czasowym. Zapewnia stały dostęp do zgromadzonych pieniędzy, równocześnie pozwalając im pracować i przynosić zyski – mówi Robert Chorzępa, Kierujący Wydziałem Produktów Oszczędnościowych w Banku Millennium.