Jak odłożyć pieniądze z 500+? Policzyliśmy, ile można na tym zarobić

|

Odkładając pieniądze z programu 500+ możemy uzyskać ponad 100 tys. zł. Można je pomnożyć lub uszczuplić. Na wiele różnych sposobów.

article-thumbnail

Załóżmy, że przez 18 lat będziemy odkładać całą sumę otrzymywaną od państwa w ramach programu 500+ i przez cały ten czas program będzie kontynuowany. Samo kumulowanie tych kwot na nieoprocentowanym rachunku bankowym dałoby nam 108 tys. zł., ale to najmniej opłacalna opcja.

Odkładając pieniądze na lokacie, otrzymalibyśmy przez ten czas około 130 tys. zł – zgodnie z dzisiejszym oprocentowaniem lokat. Gdybyśmy zarządzali tym kapitałem bardziej aktywnie, np. wybierając fundusze inwestycyjne, potencjalnie moglibyśmy otrzymać znacznie więcej. Jeśli zdecydowalibyśmy się na fundusze dłużne, wówczas moglibyśmy uzyskać ok. 150 tys. zł., przy założeniu, że ich średnia stopa zwrotu wyniosłaby ok. 3 proc. rocznie. W przypadku bardziej agresywnych funduszy akcji, zakładając stopę zwrotu na poziomie 4 proc. rocznie, moglibyśmy liczyć na ponad 160 tys. zł. Oczywiście przy odpowiedniej koniunkturze i odrobinie szczęścia.

Co z taką sumą może zrobić nastolatek rozpoczynający dorosłe życie? Rozsądnie rzecz ujmując, ma dwie drogi: może zainwestować w siebie i/lub pomyśleć o pomnożeniu tych pieniędzy.

Po pierwsze język i prawo jazdy

Mówiąc o inwestowaniu w siebie, mamy na myśli edukację, zdobywanie nowych kwalifikacji zawodowych i umiejętności, które pozwolą nam w przyszłości zarobić więcej pieniędzy.

Pierwszy ważny wydatek w życiu dorosłego człowieka to prawo jazdy. Na kurs wydamy mniej więcej od 800 do 1800 zł, więc wydatek powinien się zamknąć w sumie 2 tys. zł. Należy do tego doliczyć koszty samego egzaminu, czyli kilkaset złotych.

Jeśli chcielibyśmy jednak zarabiać na życie jako kierowca TIR-a czy autobusu (co wcale nie jest złym pomysłem, biorąc pod uwagę olbrzymie zapotrzebowanie na kierowców i w związku z tym oferty stosunkowo wysokiego wynagrodzenia), to musimy już szykować kilka tysięcy złotych. W sumie 10 tys. złotych powinno wystarczyć na zdobycie wszystkich uprawnień i możliwości wykonywania tego zawodu.

Także nauka języka obcego przy budżecie 100 tysięcy złotych nie wydaje się czymś kosztownym. Półroczny koszt zajęć, np. z języka angielskiego, to wydatek rzędu tysiąca złotych. Nawet trwająca kilka lat nauka nie zrujnuje nam budżetu, a przyniesie wymierne korzyści w przyszłości.

Wydatki zaczynają się na studiach

Teoretycznie studia w Polsce są bezpłatne, ale jeśli chcemy (lub musimy) uczyć się na prywatnej uczelni i prestiżowym kierunku, trzeba przygotować się na duży wydatek. I tak np. za rok studiów na kierunku lekarskim Uniwersytetu Medycznego w Łodzi zapłacimy 28 tys. zł, jeszcze więcej za studia stomatologiczne – 35 tys. zł. Żeby takie studia skończyć, trzeba te kwoty przemnożyć przez 5. To suma rzędu 150 tys. zł za samo czesne.

Jeszcze droższe są studia zagraniczne. W Niemczech czy Francji studia również są bezpłatne (we Francji zapłacimy jedynie za wpisowe, a w Niemczech semestralną opłatę administracyjną), ale gdzieś musimy mieszkać i coś jeść. Miesięczne koszty utrzymania w Niemczech to ok. 3-3,5 tys. zł, a np. w Paryżu – uchodzącym za drogie miasto – studenci miesięcznie wydają ok. 4-5 tys. zł. Nauka w Wielkiej Brytanii czy USA, choć opłacalna, jest jeszcze droższa. Miesięczny koszt samych studiów na Wyspach szacuje się na ok. 5 tys. zł, plus koszty utrzymania, co razem daje ok. 10 tys. zł miesięcznie. Potwierdza to pan Mateusz z Lublina, który niedawno rozpoczął studia chemiczne na University of Nottingham.

- Roczny koszt nauki to 9250 funtów. Na samo utrzymanie trzeba wydać miesięcznie ok. 300 funtów – mówi.

Wychodzi nam więc blisko 45 tys. zł rocznie. Drogo. Suma odłożona z programu 500+ raczej nam nie wystarczy. Jeszcze drożej będzie w USA. Tam miesięcznie na same studia wydamy minimum 15 tys. zł. Już z tego powodu przekroczymy posiadany budżet, nie licząc nawet kosztów życia.

*A może zamiast wydawać, lepiej zainwestować? *

Zacznijmy od nieruchomości, które mogą być traktowane jako dobro konsumpcyjne, ale można potraktować je również jako inwestycję. W Warszawie ceny nieruchomości zaczynają się od 130 tys. zł za mikroskopijną kawalerkę, ale mieszkanie w takiej cenie trudno w dzisiejszych czasach znaleźć i lokalizacja nie będzie zbyt atrakcyjna. Jeśli uda nam się ją wynająć, raczej na tym nie stracimy, ale to wymaga cierpliwości i dużego zaangażowania z naszej strony.

Znacznie mniej angażujące jest inwestowanie w różnego rodzaju instrumenty finansowe. Załóżmy, że mamy do czynienia z typową sytuacją: młody człowiek, brak żony i dzieci, oszczędności będą przeznaczone na przyszłość czy nawet emeryturę.

Niezależnie od celu, na jaki oszczędzamy, dobrym pomysłem jest dywersyfikacja, czyli podział zgromadzonych środków i inwestowanie ich na kilka sposobów

- Niezależnie od celu, na jaki oszczędzamy, dobrym pomysłem jest dywersyfikacja, czyli podział zgromadzonych środków i inwestowanie ich na kilka sposobów. Banki proponują wiele różnorodnych produktów, zarówno inwestycyjnych jak i oszczędnościowych, które pomagają efektywnie pomnażać swoje pieniądze. Wybierając konkretne rozwiązanie, trzeba zwrócić uwagę przede wszystkim na potencjalny zysk, poziom ryzyka oraz dostęp do pieniędzy w czasie korzystania z określonego produktu – mówi Piotr Rapińczuk, Kierujący Wydziałem Produktów i Procesów Inwestycyjnych w Banku Millennium.

Przy oszczędnościach rzędu stu tysięcy złotych, warto rozważyć podzielenie tej sumy przynajmniej na trzy części. Po pierwsze, część tych pieniędzy warto przeznaczyć na inwestycję w siebie: na przykład, tak jak wspominaliśmy, na zdobycie prawa jazdy czy nauczenie się języka obcego. Jednak zanim je wydamy, dobrze jest pozwolić tym pieniądzom pracować i trzymać je np. na koncie oszczędnościowym – możemy je wtedy w każdej chwili wypłacić bez utraty zgromadzonych odsetek.

Drugą częścią mogłaby być obliczona na wiele lat inwestycja w instrumenty finansowe, które potencjalnie mogą przynieść duże zyski, np. akcje. Trzeba jednak pamiętać, że każda taka inwestycja wiąże się z ryzykiem utraty części lub nawet całości zainwestowanego kapitału. Jeśli młodemu człowiekowi brakuje wiedzy, żeby samodzielnie inwestować na giełdzie, warto pomyśleć o funduszu inwestycyjnym. Co do zasady, jeśli myślimy o długoterminowej inwestycji, warto rozważyć fundusze o bardziej agresywnym profilu, np. Millennium Akcji, które wprawdzie podlegają większym wahaniom, ale dają szansę na wyższy zysk w dłuższym terminie.

Trzecia część posiadanego kapitału może być ulokowana w bezpieczniejszych instrumentach finansowych. To może być np. krótkoterminowa lokata inwestycyjna. Nie zarobimy tutaj oszałamiających pieniędzy, ale też na pewno nie stracimy kapitału i nie musimy zamrażać go na dłużej niż dwa lata.

Zaczynając dorosłe życie, warto pomyśleć również o IKE (Indywidualnym Koncie Emerytalnym). Wypłacając pieniądze, po spełnieniu określonych warunków, jesteśmy zwolnieni z podatku od zysków kapitałowych, nie musimy dokonywać wpłat regularnie, a zysk jest większy niż na lokatach bankowych. Do tego bank nie pobiera opłat za przystąpienie i prowadzenie IKE. Wady tego rozwiązania? Na indywidualne konto w IKE można wpłacić maksymalnie 13 329 zł. A to oznacza, że pozostałą kwotę z naszych stu tysięcy złotych i tak powinniśmy zainwestować w zupełnie innym miejscu.