Możesz więcej zarobić lub spokojniej spać. Jak inwestować w fundusze?

|

Na polskim rynku fundusze inwestycyjne są stosunkowo nowym sposobem lokowania pieniędzy. Warto się im bliżej przyjrzeć.

article-thumbnail

Wszystko dzięki… tulipanom

Na świecie pierwsze fundusze inwestycyjne powstały w XVIII w. Idea była bardzo prosta: wspólnie inwestujemy, wspólnie ponosimy ryzyko straty. To ostatnie stwierdzenie nie jest bez znaczenia, gdyż na pomysł ten wpadł duński broker giełdowy, Abraham van Ketwich, po krachu giełdy w Amsterdamie w latach 1772-73, związanym m. in. z notowanymi na niej cebulkami tulipanów.

W 1774 roku powstał pierwszy trust inwestycyjny o nazwie "Eendragt Maakt Magt", czyli "jedność daje siłę".

O ile był to przodek funduszy inwestycyjnych we współczesnym rozumieniu, o tyle za pierwszy fundusz przyjmuje się szwajcarski Societe civile Genevoise d'emploi de fonds lub (według innych źródeł) Société Générale de Belgique w Brukseli. Jeszcze inni jednak wskazują na Wielką Brytanię, gdzie najpierw rozwinęła się idea wspólnego inwestowania.
Spory zostawmy historykom, odnotujmy tylko, że pierwsze fundusze w Polsce pojawiły się w latach 90. ubiegłego wieku. W 1991 roku pojęcie to pojawiło się w polskim systemie prawnym, a następnie zostało uregulowane w przepisach z 1997 roku. Co ciekawe, w tym początkowym okresie jednostki uczestnictwa wyceniane były… co tydzień.

*Co to jest fundusz? *

Najprościej mówiąc, jest to taka forma inwestowania, w której wiele podmiotów (osób fizycznych, ale też instytucji) lokuje pieniądze w określony sposób. Mogą to być papiery wartościowe, ale również np. surowce czy nieruchomości, słowem wszystko to, co w dłuższej perspektywie czasu może przynieść zysk.

Istotą tej formy inwestowania jest to, że nie robimy tego bezpośrednio, ale nasze pieniądze powierzamy fachowcom. Każdy fundusz zarządzany jest przez TFI (Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych) – to osoby tam pracujące, mające odpowiednią wiedzę i doświadczenie, w naszym imieniu inwestują pieniądze, co ma ograniczyć ponoszone przez nas ryzyko.
Same fundusze można klasyfikować według różnych parametrów i zmiennych. Można je przede wszystkim podzielić na otwarte i zamknięte. Otwarte (FIO) to takie fundusze, do których przystąpić może każdy, a liczba podmiotów, które chcą w nie zainwestować, nie jest w żaden sposób limitowana. Wygląda to tak, że fundusz emituje jednostki uczestnictwa, które można po prostu kupić, jeśli chcemy w niego zainwestować. Fundusze zamknięte (FIZ) mają ustaloną liczbę certyfikatów inwestycyjnych i w ten sposób grono inwestorów jest ograniczone. Co ciekawe, same certyfikaty inwestycyjne mogą być przedmiotem obrotu – czyli można je kupować i sprzedawać.

W przypadku jednostek uczestnictwa funduszy otwartych nie mogą one być sprzedawane, ale mają inną ciekawą cechę – mogą być dziedziczone.

Przy okazji dowiedzieliśmy się, jak w takim funduszu ulokować pieniądze – po prostu kupujemy jednostki jego uczestnictwa. Założenie jest takie, że z czasem mają zyskać one na wartości, a wtedy, po czasie, który przeznaczyliśmy na inwestycję – jednostki te sprzedajemy (umarzamy). Możemy zrobić to w dowolnym momencie.

Ile można na tym zarobić?

Jednostki uczestnictwa są codziennie wyceniane , a ich wartość podawana do wiadomości publicznej. To, czy kupno i sprzedaż będą się wiązały z jakimiś kosztami (np. prowizją) i jakie one będą, zależy od konkretnego TFI.

Przyjmuje się, że jeśli chodzi o to, w co inwestują poszczególne fundusze, dzieli się je zasadniczo na fundusze papierów dłużnych, akcji oraz mieszane (łączące w sobie elementy funduszu papierów dłużnych i akcji).

Pierwsze z nich charakteryzują się tym, że pieniądze lokuje się w obligacje i inne tego typu papiery dłużne, które uchodzą za bezpieczne. W związku z tym, inwestując w tego typu fundusze, możemy się spodziewać niedużego zysku (aczkolwiek przeważnie wyższego niż na rachunkach oszczędnościowych czy lokatach terminowych), ale za to ryzyko też jest niewielkie. Na przeciwnym biegunie są wszelkie fundusze akcji. Za pośrednictwem funduszu lokujemy pieniądze na giełdzie. Jest to oczywiście dużo bardziej ryzykowne niż obligacje, ale też potencjalny zysk może być dużo wyższy. Wreszcie są fundusze zrównoważone, w których bilansuje się zarówno potencjalne zyski, jak i akceptowany poziom ryzyka. Dokładnie wygląda to w ten sposób, że część naszych pieniędzy inwestowana jest w papiery dłużne, a część w akcje. Czasem (w zależności od konkretnego funduszu) możemy sobie wybrać proporcję, w jakiej lokowane są te środki (np. 40 proc. w obligacje, a 60 proc. w akcje).

Sprawdź, w co inwestujesz

Czy to oznacza, że inwestując w fundusze można tylko zarobić? Nie, bo każda inwestycja wiąże się oczywiście z ryzykiem. Istnieją takie fundusze, które są na minusie i zamiast przynosić zyski, generują straty. Jak w takim razie możemy samodzielnie ocenić, co warto kupić, a których funduszy należy unikać? Absolutnie pewnego sposobu nie ma. Możemy jednak oszacować ryzyko, potencjalne zyski lub straty, sprawdzając dotychczasowe wyniki każdego funduszu. Są one regularnie publikowane i łatwo dostępne (np. w internecie), więc na podstawie tego, jak do tej pory fundusz sobie radził, można próbować wyciągać wnioski na przyszłość. Jak zwykle: będzie to obarczone ryzkiem. Nikt nie da nam gwarancji, że nawet jeśli jakiś fundusz miał świetnie wyniki, będzie tak również w przyszłości. Inwestując, warto korzystać z nowoczesnych rozwiązań bankowych, dzięki którym możemy w razie potrzeby szybko reagować na zmiany na rynkach. - Banki oferują szereg narzędzi, pomagających na bieżąco śledzić wyniki inwestycji, np. za pośrednictwem systemu bankowości internetowej, i w razie konieczności modyfikować strategię inwestycyjną. Inwestorzy mogą wybierać spośród wielu rozwiązań, w zależności m.in. od akceptowanego poziomu ryzyka, swojej sytuacji finansowej czy zakładanego okresu, przez który pieniądze mają pracować – mówi Piotr Rapińczuk, Kierujący Wydziałem Produktów i Procesów Inwestycyjnych w Banku Millennium.