Ryzyko inwestowania w fundusze. W jaki sposób się je ocenia?

|

Lokując pieniądze w funduszach inwestycyjnych mamy do wyboru różny poziom ryzyka. Jeśli inwestujemy w fundusze oparte o obligacje, poziom ryzyka jest niski, jeśli chcemy więcej zarobić, wybieramy fundusze o wyższym ryzyku. Ale czym tak naprawdę jest ryzyko w funduszach i jak je oszacować?

article-thumbnail

Najogólniej rzecz ujmując ryzyko inwestowania w instrumenty finansowe (np. jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych), polega na zmienności kursu. Jeśli zmienność kursu lub wartości jednostek funduszu jest duża, mówimy o dużym ryzyku. I odwrotnie – jeśli wartość lub cena instrumentu waha się mniej, to ryzyko jest mniejsze.

Ryzyko z punktu widzenia klienta

Akurat to, jakie jest ryzyko związane z lokowaniem pieniędzy w konkretnym funduszu inwestycyjnym, rozpoznać jest bardzo łatwo. Informuje nas o tym tzw. wskaźnik SSRI (Synthetic Risk and Reward Indicator). Zapewne to, w jaki sposób jest wyliczany nie jest dla nas najważniejsze, chociaż w skrócie można powiedzieć, że jest on liczony statystycznie i bierze pod uwagę średni kurs (lub wartość) z pięciu ostatnich lat. Dużo bardziej istotne jest to, że jest on wyrażony cyfrą i przybiera wartości od 1 do 7.

Kategoria ryzyka 1 oznacza fundusze najbezpieczniejsze, a 7 te obarczone największym ryzykiem. Fundusze, które mają minimalne ruchy cen, są klasyfikowane w kategoriach 1 lub 2, a te, które cechują się największą zmiennością, jak fundusze akcji, zaliczane są do klas 5, 6 a nawet 7.
Trzeba jednak pamiętać, że wybór funduszu o niskim ryzyku (kat. 1 lub 2) niesie za sobą konsekwencje w postaci znaczącego ograniczenia potencjału wzrostu jego wartości. Jeśli wartość waha się mało – oznacza to także, że rośnie wolniej.

W praktyce oznacza to, że im fundusz ma wyższą kategorię, tym większa jest szansa na wyższy zysk, ale przy dużo wyższym ryzyku, a więc istnieje również większe prawdopodobieństwo straty. I tak np. obarczony stosunkowo wysokim ryzykiem fundusz akcji Millennium Dynamicznych Spółek od momentu powstania zarobił nieco ponad 4 proc., ale wyniki były różne w zależności od okresu jego działalności: w ciągu ostatnich 5 lat było to ponad 55 proc., a w ostatnim roku dokładnie 3,59 proc.

Z kolei stosunkowo bezpieczny fundusz papierów dłużnych, Millennium Depozytowy, przez 16 lat systematycznie zarabia: w sumie prawie 85 proc., przez ostatnie 5 lat ponad 10 proc., a w ciągu ostatniego roku nieco powyżej 2,5 proc.
Informacja o klasie ryzyka funduszu znajduje się dokumencie Kluczowe Informacje dla Inwestorów (KIID), który musi być sporządzony i opublikowany przez każdy fundusz i udostępniony klientowi przed nabyciem przez niego jednostek uczestnictwa.

1 znaczy tylko bezpiecznie?

Pamiętajmy jednak, że nawet jeśli dany fundusz określany jest na najniższym poziomie (1), nie oznacza to wcale, że jest on pozbawiony ryzyka. Istnieje ono zawsze, tyle, że w tym wypadku na minimalnym poziomie. Wskaźnik ten opiera się na historycznych (dotychczasowych) danych dotyczących danego funduszu, co nie znaczy, że będzie osiągnął identyczne wyniki w przyszłości.
Z tego, że jest to średnia za poprzednie lata, wynika też inna ważna rzecz: nie odzwierciedla on tego, co z danym funduszem dzieje się w obecnie. Jeśli są jakieś zmiany w poziomie ryzyka dziś, to tak naprawdę dowiemy się o tym dopiero za jakiś czas.
To dlatego czasem zdarza się, że fundusze zmieniają swoje klasy ryzyka. Może to wynikać ze zmiany w strukturze portfela danego funduszu (przykładowo, znajdzie się w nim więcej papierów bardziej narażonych na większe ryzyko, np. akcji). Czasem jednak odzwierciedla to zmianę sytuacji na rynkach finansowych. Jak mówi Krzysztof Kamiński, członek zarządu Millennium TFI, tak było np. w 2008 roku (kryzys na rynku amerykańskim) i w 2011 (kryzys grecki). I tak np. jedna jednostka uczestnictwa funduszu Millennium Akcji w połowie 2007 roku warta była ponad 340 zł, a na początku 2009 roku kosztowała już tylko nieco powyżej 120 zł. Podobne spadki zanotowano w drugim wspomnianym okresie: z prawie 230 zł w połowie 2011 roku do ponad 160 zł. - W związku z tymi wydarzeniami ryzyko zaczęło znacznie wzrastać i to we wszystkich obszarach, niezależnie od tego, jak były skonstruowane portfele poszczególnych funduszy. Ale były to sytuacje wyjątkowe, związane z konkretnymi wydarzeniami, potem wszystko wróciło do normy – mówi Kamiński.

Rodzaje funduszy i ich zabezpieczenia

W jaki sposób działanie systemu nadzoru zapobiega nadużyciom w funduszach?
Fundusze są instytucjami zaufania publicznego działającymi z mocy prawa.
Zasady odpowiedzialności TFI i działania funduszy są zapisane w ustawie o funduszach inwestycyjnych oraz statutach i prospektach funduszy. Każdy fundusz i TFI w Polsce podlega więc precyzyjnym ograniczeniom i procedurom, które musi stosować i które podlegają kontroli Urzędu KNF.

Zasadniczo mamy w Polsce trzy rodzaje funduszy: otwarte, otwarte specjalistyczne i zamknięte.

Fundusze otwarte (FIO) lub fundusze specjalistyczne otwarte (SFIO) emitują jednostki uczestnictwa, które każdy Uczestnik może kupić i sprzedać w dowolnym momencie. Inaczej jest w przypadku) funduszy zamkniętych (FIZ), które mogą emitować certyfikaty do ograniczonej liczby uczestników i stosować ograniczenia dotyczące ich odkupienia
Fundusze zamknięte mogą inwestować w szerszy wachlarz instrumentów niż fundusze otwarte: oprócz papierów wartościowych czy walut mogą to być np. pochodne prawa majątkowe czy lokaty we własność lub współwłasność nieruchomości, gruntów, lokali lub ich użytkowanie wieczyste. W tym wypadku organem kontrolnym takiego funduszu jest rada czy zgromadzenie inwestorów.

Każdy z funduszy ma swoje reżimy, które są określone przez ustawę i statuty. Ich zadaniem jest niedopuszczenie do sytuacji, w których pieniądze, jakie klient powierzył funduszowi, zostały przeznaczone np. do nabycia instrumentów niezgodnych ze strategią funduszu. Ustawa zabrania
takich praktyk, albo wprowadza określone limity lokowania pieniędzy w określony instrument. Na bieżąco może to być kontrolowane przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Każde TFI, które zarządza funduszem inwestycyjnym, musi zatrudniać przynajmniej dwóch licencjonowanych doradców inwestycyjnych. Każdy z nich musi zdać egzamin przed KNF. Jest on dość trudny, a kandydat na doradcę musi wykazać się wiedzą z różnych obszarów: statystyki, matematyki, znajomości rynków kapitałowych, regulacji prawnych itp. W określonych przypadkach może on też oczywiście swoją licencję stracić. Nie bez powodu doradcy to elita. - Takich doradców jest w Polsce aktualnie ok. 400 - mówi Krzysztof Kamiński.

Nie są to oczywiście wszystkie osoby, zatrudnione w danym funduszu, lecz tylko te, które sprawują nadzór nad jego działalnością.

Ryzyko po stronie funduszu

Warto też zajrzeć za kulisy tego, jak ryzyko szacują same fundusze, bo to, co znajduje się w opublikowanych dokumentach, to wyłącznie czubek góry lodowej. Jak mówi Krzysztof Kamiński, członek zarządu Millennium TFI, to, co jest zgodnie z prawem komunikowane klientowi, to tylko tak naprawdę początek pracy, jaką wykonują codziennie analitycy czy doradcy inwestycyjni funduszu:
- Analitycy zobligowani są przez prawo do codziennego liczenia ryzyka naszych funduszy, na podstawie wielu skomplikowanych zmiennych – mówi Kamiński. Jego zdaniem, jest kilka najważniejszych ryzyk podlegających ocenie: ryzyko rynkowe, kredytowe, płynności i operacyjne.

To, co wyżej powiedzieliśmy o ryzyku, przez ekspertów nazywane jest ryzykiem rynkowym: instrumenty finansowe wyceniane są przez rynek (np. na giełdach czy rynkach pozagiełdowych) i zmieniają swoją wartość.

Ryzyko kredytowe nie ma nic wspólnego ze zmiennością ceny, a jest po prostu miarą oceny wiarygodności kontrahenta, od którego nabyliśmy instrument finansowy. Jeśli np. fundusz inwestuje w obligacje państwowe czy korporacyjne, to musi ocenić, czy podmiot, który takie obligacje wyemitował na pewno je wykupi, czyli spłaci swój dług. W przypadku obligacji państwowych istnieją agencje ratingowe (np. S&P), które oceniają wiarygodność państw i ich zdolność do obsługi własnego zadłużenia i, w zależności od zmiany tych wskaźników, zmienia się cena obligacji.

Ryzyko płynności oznacza zdolność do szybkiej sprzedaży (upłynnienia) posiadanych przez siebie instrumentów finansowych. Fundusz w każdej chwili, na życzenie klienta, musi odkupić od niego (umorzyć) jednostki uczestnictwa. Nie możemy więc dopuścić do takiej sytuacji, że klient będzie chciał umorzyć (sprzedać) swoje jednostki, a fundusz nie będzie miał jak mu za to zapłacić.

- Jeśli kupię akcje dużej firmy na GPW, to nie będę miał problemu z tym, żeby je od ręki sprzedać – mówi Krzysztof Kamiński. - Ale można sobie wyobrazić, że jeśli kupiłem akcje małej firmy na rynku New Connect, to ich tak łatwo nie da się sprzedać, a nawet jeśli uda się to zrobić, to taka transakcja spowoduje znaczny spadek ceny. To jest właśnie ryzyko, które musimy analizować ale dla naszych klientów, posiadaczy jednostek uczestnictwa, jest ono niedostrzegalne – dodaje.

Ryzyko operacyjne zaś to ryzyko wystąpienia pewnych zdarzeń, które mogą mieć wpływ na fundusz i jego sytuację finansową i generalnie dotyczy nadużyć, czyli możliwości wystąpienia błędu po stronie człowieka lub systemu, np. zawarcia jakieś nieuprawnionej transakcji. Każdy fundusz ma jednak ustawowe „bezpieczniki”, które takim sytuacjom zapobiegają. Są to takie zabezpieczenia jak: ciągły nadzór, ustanowienia banku – depozytariusza, przechowywanie pieniędzy na oddzielnym rachunku itp. - Oprócz ustawowych obowiązków, narzuconych na TFI, prowadzimy też własne kontrole różnych procedur i procesów – mówi Krzysztof Kamiński. - Zasadniczo obecnie ryzyko operacyjne, które może dotknąć fundusze inwestycyjne jest na zdecydowanie niższym poziomie niż kiedyś. Jego szczyt na rynkach mieliśmy w 2008 oraz 2011 roku, ale od tego czasu systematycznie maleje, także dzięki zaostrzeniu wymagań ze strony regulatorów rynku. To sprawia, że inwestowanie w fundusze obecnie charakteryzuje się wyższym poziomem bezpieczeństwa systemowego niż kiedyś.